Home Wydarzenia Relacje Grzegorz Witek - Rzeźba
Grzegorz Witek - Rzeźba
Grzegorz Witek. Młody rzeźbiarz (jeszcze nie przekroczył czterdziestki), ale już z dużym dorobkiem. Autor wielu realizacji, laureat kilkunastu nagród i wyróżnień w konkursach rzeźbiarskich.  Artysta od kilkunastu lat jest pracownikiem naukowym Wydziału Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. I mieszkańcem Kobyłki.
 
 
 
 
Tylko osiem rzeźb artysta umieścił w Galerii Przy Fabryczce. Wydaje się jednak, że każda kolejna byłaby zbędna. Te różnej wielkości prace, dodatkowo ustawione na tle naszych ceglanych ścian, potrzebują powietrza i przestrzeni wokół siebie. Niektóre przyciągają wzrok swoimi wymiarami; inne – dość „nierzeźbiarskim” materiałem. Łączy je jedno – trudno przejść obojętnie obok którejkolwiek z nich. 
„Tożsamość”. Największa, najszybciej rzucająca się w oczy. Ponad  dwumetrowej wysokości, przedstawiająca człowieka od pasa w dół.  Ten człowiek, to „jedermann”, bez twarzy, bez płci. I bez tożsamości.  Człowiek jest bowiem odwrócony do góry nogami, a w pionie utrzymuje go metalowa kratowana konstrukcja, w którą wrośnięte jest drewniane ciało. Ta praca paradoksalnie mówi o braku tożsamości. O tym, jak ludziom brak osadzenia i oparcia w czymkolwiek, w tradycji, w religii, w rodzinie…  Ale współczesny świat, mechanizmy nim rządzące utrzymują nas w pionie. Wprawdzie krata nie pozwala nam się wyzwolić, ale wciąż stoimy sztywno. Niestety, głową w dół…
 
 
 
Bardziej optymistyczny przekaz ma instalacja „Ziarna”. To zestaw czterech kamieni, od pokaźnych rozmiarów trudnego do przesunięcia, do zupełnie małego, który zmieści się w dłoni dorosłego człowieka. Ta praca ma pokazać, że z metaforycznych małych ziaren może powstać coś silnego i trwałego. Pracę można jednak czytać  na wiele sposobów – czwarte „ziarno”, czyli najmniejszy kamień, pojawiło się po narodzeniu drugiego dziecka artysty.
 
 
 
 
„Ślady” to kolejna praca, poprzez którą Grzegorz Witek wprowadza nas do swego prywatnego życia. Nawiązująca w swoim wyrazie do Głów Wawelskich instalacja przedstawia wybrane postaci bliższych i dalszych znajomych, jakich artysta spotkał na swej drodze. To swoisty pamiętnik artysty, pisany za pomocą rzeźbiarskich portretów. Pamiętnik, który wciąż jest rozszerzany o kolejne głowy.  

 
 
 

 
 
 
To nie jedyna praca, gdzie artysta przedstawia postaci ludzkie. „Jan Chrzciciel” – kilkunastoletnia, najstarsza z prezentowanych rzeźb. Przedstawia drewnianą głowę proroka, umieszczoną na dużej glinianej misie wypełnionej wodą. Twarz jest pełna ekspresji, ale to głowa już nieżywego człowieka.  
 
Inne postaci, tym razem niewielkie, to wykonane z ołowiu figury ludzkie z serii „Dialog”. Przedstawiają autentyczną osobę, głuchoniemego i ociemniałego modela ASP i jego „dialog” ze światem którego nie widzi ani nie słyszy. 
 
 
 
 
 
 
I wreszcie najmocniejsza z prezentowanych prac – „Ikona”. Kilkanaście kwadratowych tafli szkła, zespolonych ze sobą tak, że tworzą sześcian. A w środku wstrzelony nabój, który zniszczył ten idealny szklany twór. Ikona jest czymś ważnym, czymś świętym, tym, do czego ludzie się modlą. Ta praca ma pokazać, że wartością nadrzędną dziś jest przemoc. Agresja i przemoc, spotykana na każdym kroku, w życiu codziennym, w mediach, nawet w sztuce i rozrywce, jest dziś „ikoną”, jest czymś, co apoteozuje agresora. Siła i agresja – to wartości, które zdają się być nadrzędne. 
 
 
 
 
Rzeźby Grzegorza Witka nie są pracami do „podobania się”, do postawienia na biurku i pokazywania gościom. To trudna twórczość, której głównym celem nie jest piękno estetyczne, ale refleksja nad współczesnością.  Dla samego autora to właśnie refleksja, jaka się zdarzy w kontakcie odbiorcy z pracą jest tak naprawdę finalnym dziełem.  Dlatego rzeźbiarz nie zwraca uwagi na rozpoznawalność, na spójność swojego stylu. Oko z trudnością rozpozna coś, co można by nazwać „stylem Witka”. A przecież, według słów profesora Jana Kucza, „to jeden z najlepszych rzeźbiarzy w Polsce”.  Ale artyście bardziej zależy na prawdzie w jego twórczości i na uczciwości wobec siebie. Stąd różnorodność materiałów (kamień, drewno, szkło, woda, roślinność, glina, brąz i in.). Stąd też tematyka – trudna, mało zrozumiała, nie schlebiająca publiczności.     

„Grzegorz bardzo poważnie państwa traktuje – mówił prof. Kucz na otwarciu wystawy. – te rzeźby mógłby zrobić do Paryża czy Berlina, ale do Wołomina też przywiózł te ambitne prace”. 

Wystawa czynna do 22 listopada