W Ośrodek Dokumentacji Etnograficznej Powiat Wołomiński

Gwara mazowiecka, czyli mowa powiatu wołomińskiego, która cichnie razem z pokoleniem dziadków

Gwara to nie błąd i nie zepsuta polszczyzna, choć długo tak ją traktowano i tego uczono w szkołach. To osobny, żywy sposób mówienia, który przez wieki kształtował się na Mazowszu i miał swoje reguły, swoje słownictwo i swoją melodię. W powiecie wołomińskim mówiono nią jeszcze niedawno w każdym niemal domu, a dziś słyszy się ją głównie u najstarszych mieszkańców. Właśnie dlatego zbieramy nagrania, spisujemy słowa i notujemy powiedzenia, zanim ostatnie osoby, które pamiętają tę mowę, odejdą razem z nią. Gwara ginie cicho i niezauważalnie, bo nie ma jednego dnia, w którym przestaje się jej używać. Po prostu z każdym pogrzebem robi się jej mniej, aż zostaje tylko w pamięci i w archiwum.

Czym różni się gwara od języka ogólnego

Dialekt mazowiecki ma kilka cech, które od razu słychać, kiedy człowiek wie, czego słuchać. Najbardziej znane jest mazurzenie, czyli wymawianie głosek sz, cz, ż jak s, c, z, przez co czapka brzmi jak capka, a żaba jak zaba. Do tego dochodzi tak zwane asynchroniczne wymawianie spółgłosek miękkich oraz charakterystyczna intonacja, która różni się od tej z podręcznika. Gwara ma również mnóstwo własnych słów, których w mieście nikt już nie zrozumie, a które na wsi były oczywiste. Nazwy narzędzi, potraw, części domu, roślin i czynności bywały zupełnie inne niż te oficjalne. To wszystko razem tworzyło mowę, która natychmiast zdradzała, skąd ktoś pochodzi, i była częścią lokalnej tożsamości. Dziś te cechy uważa się za skarb, a nie za powód do wstydu, i tak też należy do nich podchodzić.

Trzeba pamiętać, że gwara nie była jednolita nawet w obrębie jednego powiatu, bo różniła się od wsi do wsi. Czasem wystarczyło przejechać kilka kilometrów, żeby usłyszeć inne słowo na tę samą rzecz albo inaczej wymawianą samogłoskę. Wpływ na to miały dawne granice, sąsiedztwo innych regionów i to, kto z kim się żenił oraz gdzie chodziło się na jarmark. Bliskość Bugu i dawne kontakty z sąsiadami zza rzeki także zostawiły ślad w słownictwie. Dlatego dokumentując gwarę, staramy się zawsze notować, z której dokładnie miejscowości pochodzi dane słowo czy nagranie. Bez tego traci się połowę informacji, bo sama mowa bez miejsca mówi znacznie mniej.

Jak zbieramy i zapisujemy mowę

Zbieranie gwary wygląda prościej, niż się wydaje, bo najważniejsze jest, żeby ktoś zechciał opowiadać. Siadamy więc ze starszymi mieszkańcami i prosimy, żeby po prostu mówili o dawnym życiu, o pracy w polu, o świętach i o codziennych sprawach. Nagrywamy te rozmowy, bo w naturalnej opowieści gwara wychodzi sama, a w sztucznym wypytywaniu ludzie mimowolnie przechodzą na język oficjalny. Potem takie nagranie trzeba przesłuchać, spisać i opisać, zaznaczając ciekawe słowa oraz cechy wymowy. To praca żmudna, bo jedna godzina rozmowy potrafi zająć wiele godzin przy spisywaniu. Ale dzięki temu powstaje materiał, do którego można wracać, i który zostaje na długo po tym, jak rozmówca odejdzie. Właśnie w takich zapisach kryje się prawdziwa mowa regionu, ta, której nie da się już usłyszeć na ulicy.

Osobno zbieramy powiedzenia, przysłowia i porzekadła, bo one najlepiej pokazują sposób myślenia dawnych ludzi. W gwarze mieściła się cała mądrość praktyczna, przekazywana krótkimi, celnymi zdaniami, które łatwo było zapamiętać. Wiele z nich dotyczyło pogody, pracy w gospodarstwie i relacji między ludźmi, bo to były sprawy najważniejsze. Te same tematy, o których mówiły napisy na makatkach kuchennych, wracały również w mowie potocznej, tyle że w wersji jeszcze bardziej dosadnej. Kiedy zestawi się gwarę z tym, co wisiało na ścianach i co gotowano w garnkach, dopiero widać, jak spójny był ten świat. Dlatego naszą pracę nad mową traktujemy jako część większej całości, a nie jako osobną ciekawostkę językową.

Najczęstsze błędy i nieporozumienia

Najgorszy błąd, jaki można zrobić w stosunku do gwary, to traktowanie jej jako mowy gorszej i śmiesznej. Przez lata wmawiano ludziom, że mówią brzydko, i wielu starszych mieszkańców do dziś wstydzi się swojej naturalnej mowy przy obcych. Przez to, kiedy przychodzimy z prośbą o nagranie, czasem najpierw trzeba przekonać rozmówcę, że jego sposób mówienia jest wartościowy. Drugi błąd to zapisywanie gwary tak, jakby to był zwykły tekst, bez oddania wymowy, przez co ginie to, co najważniejsze. Bywa też, że ktoś próbuje gwarę na siłę poprawiać albo upiększać, a wtedy przestaje ona być prawdziwa. No i wreszcie łatwo pomylić chwilową modę na gwarowe słowa z rzeczywistą jej znajomością, bo powtarzanie kilku wyrazów to jeszcze nie mowa. Zależy nam, żeby zachować gwarę taką, jaka była naprawdę, a nie jej wygładzoną, sceniczną wersję.

Jeśli pamiętacie mowę swoich dziadków, znacie dawne słowa albo powiedzenia z okolic Wołomina, bardzo chcielibyśmy je od Was usłyszeć. Wystarczy jedno nagranie albo nawet lista słów, żeby uratować coś, co inaczej przepadnie bez śladu. Każdy taki drobiazg trafia do naszej dokumentacji i łączy się z tym, co już zebraliśmy o regionie. Warto przy okazji zajrzeć do pozostałych działów, bo mowa najlepiej brzmi w towarzystwie innych zwyczajów, jak zdobienie pisanek czy dawna kuchnia nadbużańska. To wszystko jest jedną opowieścią o ludziach, którzy żyli tu przed nami, i o świecie, który powoli odchodzi. My staramy się go zapisać, póki jeszcze można kogoś o niego zapytać.