Makatki kuchenne, czyli haftowane zdania, które przez sto lat wisiały nad piecem
Makatka to prosta rzecz, którą łatwo przeoczyć, a szkoda, bo niesie ze sobą kawałek codziennego życia sprzed stu lat. To niewielka tkanina z płótna albo lnu, zwykle prostokątna, na której haftem lub drukiem naniesiono jakiś obrazek i najczęściej krótkie zdanie. Wieszano ją w kuchni, tam gdzie najwięcej się działo, czyli nad stołem, przy szafkach na naczynia, nad zlewem albo kranem. Miała chronić ścianę przed tłuszczem i wodą, ale nie tylko o to chodziło. Makatka była też ozdobą i komentarzem do życia gospodyni, takim domowym drogowskazem, który mówił, jak być dobrą żoną i jak prowadzić dom. W naszych zbiorach mamy ich sporo i każda opowiada trochę inną historię tego samego świata.
Skąd wzięły się makatki w polskich domach
Moda na makatki dotarła na ziemie polskie pod koniec dziewiętnastego wieku i przyszła najprawdopodobniej z Niemiec. Najpierw zadomowiła się w mieszkaniach mieszczańskich, a potem powędrowała na wieś, do zwykłych chałup. Nie był to zresztą wyłącznie polski zwyczaj, bo makatki wieszano także na Litwie, Łotwie, Węgrzech, w Ukrainie, Rosji, Austrii, a również w Czechach i na Słowacji. Spotykało się je również w domach żydowskich, więc widać, że przekraczały granice kultur i religii. Ta popularność brała się z prostej rzeczy, jaką była dostępność. Płótno kosztowało niewiele, a wzór dawało się przenieść na tkaninę bez wielkiej wprawy, więc niemal każda gospodyni mogła sobie na to pozwolić. W ten sposób makatka stała się jedną z pierwszych ozdób, którą naprawdę miał każdy, a nie tylko zamożniejsi.
W powiecie wołomińskim, podobnie jak w całym Mazowszu, makatki trzymały się najdłużej właśnie w kuchni. Był to element, który dziewczyna często robiła jeszcze przed ślubem, przygotowując wyprawę, a potem zabierała go do nowego domu. Czasem dostawała gotowy wzór na kalce, czasem odrysowywała go od sąsiadki albo z gazety. To sprawiało, że te same zdania krążyły od domu do domu i powtarzały się w całym regionie, choć każda ręka haftowała je trochę inaczej. Dlatego kiedy dziś oglądamy dwie makatki z tym samym napisem, prawie nigdy nie są identyczne. Różni je ścieg, kolor nici, drobne pomyłki i to, co gospodyni dołożyła od siebie.
Kucharki, czyli najczęstszy typ makatki
Najpopularniejszy rodzaj makatki nazywano po prostu kucharką. Była to prostokątna albo kwadratowa tkanina różnej wielkości, uszyta z białego płótna lub lnu, z naniesionym haftem albo drukiem przedstawieniem. Sceny bywały rozmaite, ale wracały te same motywy, czyli gospodyni przy garnkach, para przy stole, kwiaty, ptaki, wiejskie chaty i drobne obrazki z codziennego życia. Do tego dochodził napis, który zwykle komentował to, co widać na obrazku, i robił to z humorem albo z morałem. Kucharka wisiała najczęściej nad kuchennym blatem albo nad umywalką, gdzie ściana najbardziej brudziła się od pary i tłuszczu. Pełniła więc rolę praktyczną, bo łatwiej było wyprać tkaninę niż odmalowywać całą ścianę. A przy okazji dawała gospodyni odrobinę radości w miejscu, w którym spędzała najwięcej godzin.
Sentencje na makatkach to osobna, bardzo ciekawa część tej historii. Mówią one dużo o tym, jak wtedy myślano o roli kobiety, o małżeństwie i o domu. Zdania w rodzaju „Gdzie Polka warzy, tam się dobrze darzy” albo „Dobra żona męża korona” brzmią dziś staroświecko, a czasem wręcz nas śmieszą. Inne, jak „Gotuj dobrze, nie żartuję, potem z tobą poflirtuję” czy „Kucharz piękną Helę chwalił, indyk w piecu się przypalił”, pokazują, że w tej kulturze było też sporo żartu i lekkości. Były też takie z wyraźnym morałem, na przykład „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”, które wisiały nie tylko w kuchni. Warto czytać te napisy nie jak sztywne pouczenia, tylko jak głos dawnego świata, który przez płótno mówi wprost. To dlatego makatka jest dla nas tak cennym źródłem, bo pokazuje wartości epoki bez owijania w bawełnę.
Jak robiono makatki i na czym polega technika
Były dwa główne sposoby, żeby na płótnie pojawił się wzór, i oba spotykamy w naszym zbiorze. Pierwszy to haft, najczęściej krzyżykowy, wykonany kolorową nicią, zwykle czerwoną albo niebieską, rzadziej w wielu barwach. Drugi to druk, czyli odbijanie wzoru z gotowej matrycy albo z kalki, którą przykładano do tkaniny i przenoszono kontur. Kalki z lat pięćdziesiątych, z gotowymi wzorami do odbijania na płótnie, także trafiły do naszego archiwum i są świetnym śladem tego rzemiosła. Kobieta odbijała najpierw sam kontur, a potem wypełniała go ściegiem, więc druk i haft często szły w parze. Ważny był dobór nici i płótna, bo tkanina musiała znieść wielokrotne pranie, a kolor nie mógł spłowieć po pierwszym praniu. Dlatego doświadczone gospodynie wiedziały, których nici używać, a które lepiej odpuścić, żeby robota nie poszła na marne.
Najczęstsze błędy w przechowywaniu i dlaczego to ważne
Z makatkami jest ten kłopot, że łatwo je zniszczyć przez zwykłą nieuwagę. Najczęstszy błąd to trzymanie ich w wilgoci, na przykład złożonych w kartonie na strychu albo w piwnicy, gdzie płótno pleśnieje, a nici gniją. Drugi błąd to wystawianie tkaniny na ostre słońce, które w kilka lat potrafi wypłukać kolor z haftu tak, że zostaje sam blady zarys. Zdarza się też, że ktoś próbuje odświeżyć starą makatkę praniem w gorącej wodzie z mocnym proszkiem i wtedy nici się rozpuszczają, a płótno kurczy. Bywa i tak, że makatkę po prostu wyrzuca się przy porządkach, bo nikt już nie wie, że to pamiątka warta zachowania. A kiedy taki przedmiot znika, znika razem z nim kawałek historii rodziny i całego regionu, którego nie da się odtworzyć. Dlatego jeśli macie w domu starą makatkę, lepiej ją przewietrzyć, przełożyć bibułą i trzymać w suchym miejscu, a w razie wątpliwości pokazać komuś, kto się na tym zna.
W naszym Ośrodku traktujemy makatki poważnie właśnie dlatego, że są tak kruche i tak łatwo o nich zapomnieć. Pokazywaliśmy je na letnich wystawach w Galerii Przy Fabryczce, między innymi na ekspozycji zatytułowanej słowami znanej sentencji o rannym wstawaniu. Do wystawy przygotowaliśmy katalog z ilustracjami ponad trzydziestu tkanin oraz reprodukcjami dawnych kalek ze wzorami. Wiele z tych obiektów przynieśli sami mieszkańcy regionu, co pokazuje, że w domach wciąż drzemią takie skarby. Jeśli u kogoś w rodzinie zachowała się makatka, chętnie ją obejrzymy, opiszemy i włączymy do dokumentacji. Warto też zajrzeć do naszych pozostałych działów, bo makatki dobrze rozumie się w towarzystwie innych domowych zwyczajów, jak zdobienie pisanek czy dawna kuchnia nadbużańska, a mowa z tych napisów prowadzi wprost do naszej gwary mazowieckiej.